Sakrament małżeństwa

Małżeństwo w Kościele katolickim to trwały i nierozerwalny (jeśli był ważny) związek kobiety i mężczyzny, dopełniający całe ich życie wspólne i stanowiący podstawową komórkę społeczeństwa, zarówno w państwie, jak i w Kościele. Występowało ono od początków znanej nam historii ludzkiej, choć przybierało różne formy społeczne czy obrzędowe, m.in. była poligamia, czyli wielożeństwo (wiele żon jednocześnie), albo i poliandria, czyli wielomęstwo (jedna żona, a wielu mężów). Chrystus Pan nauczał, że według zamysłu Stwórcy miała być tylko monogamia (jeden jedyny mąż i jedna jedyna żona), gdzie kobieta i mężczyzna mieli stanowić „jedno ciało”, czyli „jednego człowieka” (Mk 10-5-8; Mt 19,4-6; Rdz 1,27; 2,24). Dla Żydów Mojżesz zgodził się na poligamię ze względu na „zatwardziałość ich serc” (Mk 10,5; Mt 19,8). W łonie przyrody Bóg stworzył człowieka dwupłciowego dla dobra biogenezy, rozwoju psychicznego, społecznego i duchowego.

Według nauki Chrystusa, wolą Boga jest nie tylko, by małżeństwo było monogamiczne, lecz także nierozerwalne, tak że jeśli ktoś świadomie i w sposób wolny małżeństwo rozrywa, to łamie wolę Boga, grzeszy przeciw Niemu, a także przeciw społeczności ludzkiej. „Faryzeusze pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając [Jezus] zapytał ich: ’Co wam nakazał Mojżesz?’. Oni rzekli: ’Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić’. Wówczas Jezus rzekł do nich: ’Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę; dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!’. W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: ’Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo’” (Mk 10,2-12. Por. Mt 5,31-32; 19,3-9; Łk 16,18).

U Mateusza (5,32; 19,19) są wtrącone słowa: kto oddali swoją żonę „z wyjątkiem przypadku nierządu – porneia”… Otóż liczne Kościoły wschodnie słowo „porneia” tłumaczyły jako „cudzołóstwo”. Stąd przyjmowały rozwód kościelny w przypadku cudzołóstwa i w konsekwencji możliwość drugiego i następnych ślubów kościelnych. Tymczasem badania przyznały rację Kościołowi katolickiemu, że „porneia” oznacza „kazirodztwo”.

A to jest zasadnicza różnica. W owym czasie bowiem wśród pogan na Bliskim Wschodzie był zwyczaj zawierania małżeństw nawet z najbliższymi krewnymi, co było niezgodne z prawem Bożym. Stąd ów wtręt należy tłumaczyć następująco: „z wyjątkiem przypadku związku kazirodczego”, czyli nieważnego i tak, niezgodnego z wolą Bożą (J. Bonsirven, J. Homerski). Dlatego cudzołóstwo nie rozrywało małżeństwa samo z siebie, była możliwa pokuta i przebaczenie, a jeśli nie, to separacja. Rozwód kościelny mógł być, choć niepolecany, tylko wtedy, gdy jedna strona była pogańska i nieochrzczona (tzw. przywilej Pawłowy: 1 Kor 7,15-16).

Pierwotne chrześcijaństwo wyniosło małżeństwo bardzo wysoko. Uznało je za sakrament, ustanowiony w Kanie Galilejskiej (J 2,1-11) i odwzorowujący zaślubiny Chrystusa z Eklezją (Kościołem) (Ef 5,22-37; Kol 3,18-19; 1 P 3,1-7). Jest to sakrament miłości między mężem i żoną oraz ich obojga z Bogiem i zarazem sakrament przymierza na zawsze między mężem a żoną oraz ich obojga z Bogiem. Nie jest to więc związek tylko cielesny czy tylko emocjonalny, lecz przede wszystkim całoosobowy: umysłowy, duchowy, moralny, społeczny i twórczy, niejako związanie dwóch światów w jeden, z zachowaniem oczywiście swoich właściwości, zadań, cech, godności i wolności. Po dwóch niespełna tysiącach lat św. Jan Paweł II określi małżeństwo jako „communio personarum”, czyli jako „komunię osób”, będącą pełnym darem jednej dla drugiej, a razem odniesionych ku Bogu. Bóg daje im i ich rodzinie szczególną łaskę sakramentalną, która ich uświęca i wspiera w wypełnianiu wszystkich zadań doczesnych i religijnych. Sakramentu udzielają oni sobie nawzajem, ale w łonie Ciała Mistycznego Jezusa, czyli w łonie Kościoła, i dlatego ślub jest zawierany w obecności czynnika kościelnego (bez niego mógł być zawarty tylko w sytuacji ciężkiego prześladowania Kościoła, np. w Związku Sowieckim).

U wielu ludzi budzi, zwłaszcza dziś, pewien sprzeciw nierozerwalność małżeństwa „aż do śmierci”, ale to czyni właśnie sakramentalność małżeństwa i radykalizm ewangeliczny. Dla wielu Kościołów prawosławnych powtórne małżeństwo ma być sprzeczne z Ewangelią, ale jest dopuszczalne – jak za Mojżesza – ze względu na „słabość ludzką”. Ten drugi ślub nie jest już uroczysty. Po zawarciu drugiego wymaga się pokuty i powstrzymania się od Komunii przez kilka lat. Podobnie „pokutuje się” po trzecim małżeństwie, dopiero czwarte jest zakazane. Przy czym uważa się, że Komunia gładzi wszystkie grzechy, także związane z rozwodem, nawet bez spowiedzi. Wschód ma inną logikę. We wspólnotach protestanckich małżeństwo nie jest sakramentem, tylko zwykłym religijnym aktem wiary w Stwórcę, ale seks pozamałżeński jest grzechem. Jednak coraz szerzej jest przyjmowana antykoncepcja, aborcja, in vitro i szerzą się ogromnie rozwody. Dla jednych i drugich rozwód nie jest żadną przeszkodą do przystępowania do Stołu Pańskiego, a jednak i to jest teraz niezmiernie rzadkie.

Komunia Święta

Eucharystia spełniona w Komunii, czyli przyjęciu Ciała i Krwi Pańskiej, daje człowiekowi wierzącemu udział w życiu Bożym Trójcy Świętej i Bóg udziela się człowiekowi ze swoją uprzedzającą miłością. Tak tworzy się jedno Ciało z Chrystusem. Komunia wymaga stanu łaski, gładzi grzechy lekkie, nie ciężkie czy śmiertelne, i jest samym szczytem życia religijnego (KKK nry 1391-1401). Wierny przystępujący do Komunii musi mieć wiarę, że jest w niej realnie, choć na sposób misterium, osoba Jezusa Chrystusa, musi być ochrzczony i być w stanie łaski: „kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,29).

Wykluczeni są od przyjęcia Komunii: niebędący w stanie łaski, czyli żyjący w grzechu śmiertelnym (1 Kor 11,29; 5,1.5), nieochrzczeni, niezłączeni z Kościołem, publiczni grzesznicy – „bez szaty godowej” (Mt 22,12), wierni ekskomunikowani i obłożeni interdyktem po wyroku, wierni po rozwodzie cywilnym, którzy zawarli inny związek cywilny oraz żyjący tylko w związkach małżeńskich cywilnych, w związkach wolnych i na próbę (Familiaris consortio nr 82 i 84), a wreszcie masoni i im podobni, członkowie i zwolennicy partii nieuznających wartości religii i zwalczających chrześcijaństwo oraz Kościół (ks. prof. Czesław Krakowiak). W przypadku grzechu ciężkiego przed Komunią obowiązuje spowiedź.

Co do interkomunii, to – krótko mówiąc – Kościół katolicki przyjmuje do Komunii prawosławnych bez zastrzeżeń, protestanci zaś powinni wyznać wiarę w obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Kościół godzi się także na przystępowanie katolików do Komunii w cerkwi, tyle że prawosławni nie chcą dopuszczać katolików, uważając nas za heretyków. Nie wolno natomiast katolikom przystępować do Stołu Pańskiego u protestantów, ponieważ oni nie uznają realnej obecności Chrystusa w Eucharystii i nie mają sakramentu kapłaństwa. Kościół katolicki nie pyta jednych i drugich o stan łaski, prawdopodobnie zakłada, jak niektórzy prawosławni, że Komunia gładzi wszystkie grzechy.

Problemy z Komunią dla rozwiedzionych

Mówimy tu, oczywiście, o żyjących w nowych związkach małżeńskich. W związku z Komunią nasuwają się następujące problemy:

1. Jeżeli nie było kanonicznego orzeczenia nieważności poprzedniego małżeństwa kościelnego, to nowy związek jest sprzeczny z prawem Chrystusowym i zaciąga ciężką winę, której – według całej tradycji katolickiej – sama Komunia Święta nie gładzi. Może to mieć miejsce jedynie przy Wiatyku, gdy spowiedź jest już niemożliwa. W normalnych warunkach spowiedź nie ma sensu, gdyż spowiadający się musiałby zmienić swoje życie i zerwać ten nowy związek, żeby otrzymać rozgrzeszenie. Owszem, niektórzy powiadają, że wystarczy, gdy obie osoby będą żyły jak brat z siostrą, ale to nierealne i powodowałoby wielki kompleks życiowy.

2. Jak można dopuszczać do Komunii np. człowieka, który jest znany w danym środowisku jako nieżyjący w związku sakramentalnym? Czy to nie niszczy całej dyscypliny sakramentalnej, liturgicznej i moralnej? Ktoś np., kto opuścił swoją pierwszą żonę ze wspólnymi dziećmi i związał się z jakąś „pierwszą i prawdziwą swą miłością życia”, może przystępować jednocześnie z porzuconą do Komunii Świętej, dokonując najwyższego aktu komunii z Chrystusem? Czy ze strony Kościoła nie byłoby to nobilitowanie bluźnierstwa? Owszem, może winę za rozpad małżeństwa ponosić druga strona, porzucona, ale kto to rozsądzi w akcji liturgicznej.

3. Ewentualna praktyka dawania Komunii Świętej rozwiedzionym prowadzi wprost do degradacji, a nawet i do zniesienia sakramentu małżeństwa. Dla katolików sakrament małżeństwa nie jest li tylko zwykłym rytem prawno-liturgicznym, ale trwałym znamieniem łaski Bożej i komunii z Chrystusem. Degradacja sakramentu małżeństwa pociąga za sobą z koniecznością także redukcję Komunii Świętej do jakiejś czynności zwyczajowej czy nawet magicznej, co robią nieraz z Komunią wyznawcy innych religii. Albo Komunia w tym przypadku miałaby być tylko rodzajem świeckiej nobilitacji wobec otoczenia.

4. Komunia dla rozwiedzionych i żyjących w związku niesakramentalnym aprobowałaby rozerwalność małżeństwa sakramentalnego. Małżeństwo sakramentalne jest wtedy sprowadzane do zwykłego świeckiego kontraktu na określony czas. Wpływa to także bardzo ujemnie na dzieci tych ludzi, jeśli są one świadome sytuacji. Komunia taka degraduje w ich oczach samą Eucharystię, sakrament małżeństwa i Kościół. Widzą one to wszystko jako grę i życiową kombinację. Również nie usprawiedliwia tego „silne, sentymentalne pragnienie Chrystusa” u ludzi bardzo sentymentalnych, bo to przywodzi na myśl także usilne pragnienie dziecka z in vitro, co jest po prostu skrajnym i grzesznym egoizmem, bo po trupach innych.

5. Z kolei taka praktyka Komunii niweczy poczucie grzechu, przede wszystkim w dziedzinie seksu, a w konsekwencji degraduje sakrament pokuty, w tym spowiedzi. Nakłada się na to przede wszystkim współczesny duch libertynizmu, hedonizmu i egoizmu. Już w latach 60. ub. wieku, tuż po soborze, który nieraz odbierano jako zwolnienie z dyscypliny seksualnej, spowiadający się we Francji, Belgii, Holandii nie wyznawali już swoich grzechów, a tylko mówili: „Prowadzę życie niepogłębione religijnie”. To wszystko! Zresztą dziś uciera się zwyczaj Komunii bez spowiedzi w ogóle. Sami święci! A więc problem rozwodników wiąże się ściśle z głębokim upadkiem religijnym całego społeczeństwa w ogóle i nie można go traktować wyimkowo.

6. Komunia zbyt „łatwa” i bez dyscypliny moralnej ulega spowszednieniu, a nawet profanacji. Oto niektóre wspólnoty katolickie sprowadzające sakramenty i religię do samego sentymentu, do szukania „błogostanu” uczuciowego, zbierają się gdzieś w piwnicy z kapłanem lub i bez niego, zapalają świece, biorą wielki jak stół placek, łamią po kawałku i „rozkoszują się bliskością Pana”, przy czym opowiadają różne pseudoreligijne brednie. Dzisiaj coraz częściej chce się religii czysto irracjonalnej, odpowiednio do wielkiego irracjonalizmu współczesnego życia duchowego.

7. Sakramentalny charakter zarówno Eucharystii, jak i małżeństwa stanowi podstawowy element całej konstrukcji kościelnej od początku. Jego pomniejszenie, a zwłaszcza odrzucenie, rujnuje całą logikę Kościoła katolickiego, strukturalną i duchową. Wprowadzenie praktyki Komunii dla łamiących wolę Chrystusa nie ogranicza się bowiem tylko do poszczególnych par, lecz rzutuje na całą społeczność Kościoła, który szybko musiałby przejść albo na humanizm protestancki, albo na nieokreśloność Wschodu, albo na instytucję czysto charytatywną. W tej postaci to do Komunii musiałyby być dopuszczane także osoby żyjące w związkach partnerskich i homoseksualnych i byłoby to dla nich jeszcze łatwiejsze niż dla nieformalnych związków heteroseksualnych.

8. I wreszcie mogłoby to być jakimś ustępstwem wobec ogólnoświatowej akcji, jaką od połowy XX wieku rozwijają liberałowie, trockiści i neolewica, by całe życie społeczeństw objąć m.in. skrajną seksualizacją, wyrzucić z niego całkowicie „surową” etykę katolicką i zrujnować doszczętnie sam Kościół. Niestety, ta powszechna akcja osiąga duże rezultaty i wpływa nawet na samo duchowieństwo. Takie sterowane zresztą przez właścicieli tego świata mentalności destruktywne kształtują nieraz ducha całych społeczeństw. Dziś już małżeństwo żyjące wysoko etycznie bywa często publicznie zawstydzane. I tak libertynizm seksualny jawi się jako poważna herezja współczesna, bo jest ona nie tylko praktyką, ale przede wszystkim doktryną.

Z problematyki pastoralnej

Praktyka udzielania Komunii Świętej osobom żyjącym w związkach nieformalnych w Kościele pojawiła się w Niemczech tuż po Soborze Watykańskim II. Na razie nie w formie ciągłej, lecz w szczególnych okolicznościach, np. przy okazji Pierwszej Komunii Świętej dzieci. Potem udzielano też Komunii „z potrzeby żywej religijności”, jednak nie w swoim kościele, żeby „nie gorszyć” swojego otoczenia. Taka praktyka duszpasterska przenikała także, choć po cichu i wyjątkowo, i do Polski.

Kiedy w Niemczech praktyka ta przybrała szerokie rozmiary, św. Jan Paweł II zakazał jej specjalnym listem skierowanym do biskupów niemieckich. Wówczas listu nie przyjęli biskup Rottenburga – Stuttgartu Walter Kasper oraz biskup Moguncji Karl Lehmann. Żeby jednak nie doprowadzić do wielkiego konfliktu z Episkopatem Niemiec, Jan Paweł II po pewnych ich gestach obu uczynił dyplomatycznie kardynałami. Jednakże do dziś Jan Paweł II i popierający go Benedykt XVI są krytykowani jako zbyt „surowi”. Ale, jak widzimy, praktyka udzielania Komunii ludziom bez uregulowania statusu sakramentalnego, choć przyhamowana, nie przyniosła rozwoju religijności w Niemczech, lecz raczej przyczyniła się do dalszego jej upadku.

Jednocześnie we Francji, też ciągle niespokojnej intelektualnie, próbowano innych rozwiązań. A mianowicie część kanonistów zaczęła głosić, że sakrament małżeństwa nie dokonuje się od razu w momencie ślubu, lecz dopiero zaczyna się rodzić i może dojrzewać do właściwego stanu, zwłaszcza co do nierozerwalności, przez całe lata, 10, 20 i więcej. A zatem sakrament może dojrzeć do swego znaczenia, a może nie dojrzeć. Toteż przed pełnym „dojrzeniem” można wszystko zerwać i „zaczynać” nowe małżeństwo. Oczywiście i te poglądy Watykan odrzucił.

Dziś modne się stało powoływanie się we wszystkim na Miłosierdzie Boże jako „największy przymiot Stwórcy”. Jednak i Miłosierdzie nie może być wyjęte z całości. Za Gomułki krążył wśród studentów taki kwiz: Czym się różni Gomułka od Pana Boga? Odpowiedź by była taka: Pan Bóg jest nieograniczenie miłosierny, a Gomułka jest niemiłosiernie ograniczony.

Ale poważnie. Idea Miłosierdzia Bożego jest bardzo istotna i jest łaską dla naszych czasów szczególnie. Ale bywa nadużywana. Znamy choćby takie „miłosierne” zdanie, że „Bóg kocha cię takiego, jakim jesteś”, co sugeruje, że Bóg kocha z powodu grzechów, a nie pomimo grzechów, czyli im więcej będziesz grzeszył, tym bardziej Bóg będzie cię kochał, bo ty jesteś tego wart jako ty. Podobnie miłosierdzie ma dziś zastępować dawną apokatastazę, czyli naukę, że wszyscy ostatecznie będą zbawieni, łącznie z szatanem. Miłosierny Bóg ma to uczynić, choćby te istoty nie chciały zbawienia.

Niewątpliwie nadchodzą czasy i dla Kościoła, żeby żył bardziej Miłosierdziem Bożym i swoim. Wszystkie niemal religie świata ulegały z wiekami pewnej humanizacji, personalizacji, łagodnieniu, ociepleniu. Wiemy np., że i w Kościele katolickim bardzo łagodnieją różne prawa, np. dyscyplina postu, taktyka rządzenia, wolność osobista itd. Tak się ma także dyscyplina prawna w ogóle. Miłosierdzie zatem staje się szczególną łaską czasu. Ale miłosierdzie i rozwój nie rozbijają istoty religii i Kościoła. Nie możemy doprowadzić do całkowitego subiektywizmu religijnego i do emocjonalizmu, a także do schlebiania słabości, błędom i bezprawiu. Chrystus nie może być uważany za „kumpla” albo lud Kościoła za nauczyciela Chrystusa, jak chcą niektórzy katolicy liberalni.

Przykładem takiej mentalności jest dzisiejsza forma uczenia w szkole: to nie nauczyciel naucza dzieci, jak mówi samo słowo „nauczyciel”, lecz uczeń uczy nauczyciela. Jest to wariactwo pedagogiki liberalnej. Trzeba i w Kościele posłuchać sentencji Papieża św. Leona Wielkiego (zm. 461): populus est docendus, nonsequendus – lud trzeba nauczać, a nie za nim iść (Ep XII). Jakkolwiek więc każda wielka epoka Kościoła wnosi jakieś nowe światło w tłumaczeniu Objawienia, to jednak nie nauczają nas słabości ludzkie, lecz zawsze Chrystus. Dlatego też żadna ankieta nie może być ważniejsza od Pisma Świętego.

x

Jak widzimy już po tej próbce, problem Komunii dla rozwiedzionych i żyjących w innych związkach jest bardzo ciężki i wieloaspektowy. Z jednej strony – waga Eucharystii jako „matki sakramentów”, a z drugiej strony – sakramentalne przykazanie Chrystusa i cierpienie rozwiedzionych osób szczerze religijnych. A do tego dochodzi słabnące coraz bardziej wartościowanie obu sakramentów. Z duszpasterstwa wiemy dobrze, że coraz częściej osoby kohabitujące ze sobą nie chcą ani Eucharystii, ani ślubu kościelnego, choć nie mają żadnych przeszkód. Zapytani odpowiadają: „O, jakoś tak wyszło!”. Trzeba odradzać w ogóle ducha religijności, wiary, miłości i prawości.

Toteż myślę, że należy w naszym temacie zachować przede wszystkim wolę Chrystusa co do małżeństwa. Rozwiedzeni nie są przecież wykluczeni ani z życia religijnego, ani z Kościoła. Nie są pozbawieni wielkich darów Bożych. Mogą prowadzić życie chrześcijańskie, społeczne, modlitewne, misyjne, charytatywne i kulturalne w duchu chrześcijańskim. Jeśli pozostają religijni, to stają się mądrzejsi życiowo, bardziej pokorni, prawdziwi, refleksyjni i może bardziej serdecznie tęsknią za Chrystusem. Innym pokazują, że Kościół i religię traktują poważnie i posłusznie. A swoim dzieciom i bliskim pokazują, jak różnorakie i różnoważne są losy człowiecze i, jeśli trzeba, przestrzegają przed ich komplikacjami.

A przede wszystkim mogą prosić Boga o łaskę skruchy za swe ewentualne winy i słabości, a głównie o łaskę doskonałej miłości Boga, która to miłość gładzi grzechy, nawet ciężkie, tyle że trzeba je kiedyś wyznać na spowiedzi.

Przez chrzest i bierzmowanie otrzymali przecież ducha Bożego: „Nie otrzymaliście przecież – mówi Pismo – ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów /za dzieci/, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze, Tato!” (Rz 8,15. Por. Ga 4,6). I możemy w każdym stanie powtarzać za Jezusem: „Abba, Tato, dla Ciebie wszystko jest możliwe, lecz nie to, co ja chcę, ale to, co Ty, niech się stanie” (Mk 14,36).

Jeśli chodzi o metody duszpasterskie, to warto sięgnąć i do wybitnych metod nawet pogańskich. Mam tu na myśli czasy upadku republiki rzymskiej i postępowanie Cezara Augusta Oktawiana (30 przed n.Chr. – 14 po n.Chr.). Tamta faza dziejów Rzymu była podobna do naszej dziś. Wśród wyższych sfer Rzymian degeneracja moralna i kulturalna dogłębna. Wojny domowe, szał walki o władzę, godności i zaszczyty. Mordy między rodami. Powszechne uprawianie seksu i rozpusty. Niemal powszechne i wielokrotne rozwody. A także częste unikanie zawierania małżeństw. Unikanie potomstwa, aborcja, jeśli już dziecko, to raczej tylko jedno, najwyżej dwoje, i to właśnie u bogatych. Ucisk ubogich i niewolników. Rozboje i kradzieże. Oszustwa handlowe i ograbianie krajów podbitych lub skonfederowanych. Ucisk chłopów. Brak własnych ludzi na żołnierzy, trzeba ich najmować od barbarzyńców.

A jednak Cezar August tak odrodził Państwo Rzymskie, że nastała długa Pax Romana i imperium nabrało mocy na dwieście czy trzysta lat. Jak to zrobił? Mówiąc krótko: dzięki mocnej osobowości, przez stanowienie mądrych praw, przez odrodzenie małżeństwa i rodziny rzymskiej, przez odrodzenie religijności, podniesienie dyscypliny i moralności, przez podnoszenie kultury i sztuki, budzenie ducha patriotyzmu rzymskiego i przez rozwinięcie karnej armii. W każdym razie było to działanie integralne, nie tylko na jednym izolowanym odcinku, i bez kompromisów w stosunku do zdegenerowanych klas.

Podobnie i dziś w Kościele problem Komunii prowadzi do problemu małżeństwa, problem małżeństwa do problemu całej rodziny, problem rodziny do problemu społeczeństwa, problem społeczeństwa do problemu bardzo zdegenerowanego państwa, problem państwa do problemu religii i Kościoła. Przychodzi konieczność odrzucenia ateistycznych i przeważnie niemoralnych państw dzisiejszych, by utworzyć autentyczne państwa. Bo dopiero prawdziwa współpraca państwa i religii może się przyczynić do rozwoju i postępu ludzkości w dziedzinie materialnej i zarazem duchowej.

Walka państwa z religią i walka religii z państwem prowadzą do upadku współczesnego świata. Ale i religia musi być godna. Pojawienie się współcześnie terroryzmu w imię Boga jest wielką tragedią i samobójstwem dla islamu i niektórych innych religii. Ale i coraz liczniejsze państwa na świecie robią się znów terrorystyczne wobec religii i Kościołów, przypisując sobie przy tym atrybuty boskie. Wydaje się jednak, że do rozwiązywania nowych wielkich problemów, zwłaszcza etycznych, będzie potrzebny nowy sobór, który by dopełnił Vaticanum II.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

 Nasz Dziennik

PORTAL OSTRZEGAMY

Ostrzegamy.online

MAI

Aktualności - MAIKA

Maika Kanał RSS - Aktualności
  • Ekologicznie przez Europę!
    Nasza Pierwsza Emobilna Pielgrzymka Polska – Watykan dociera coraz dalej! Pielgrzymi odkrywają nowe szlaki, dyskutują nad obecnością ekologii w codziennym życiu i ubogacają się duchowo.
  • Miesięcznik dla ministrantów “Króluj nam Chryste”
    “Króluj nam Chryste” to ogólnopolski miesięcznik dla ministrantów. Ma on na celu nie tylko integrację Służby Liturgicznej Ołtarza w Polsce, ale także ma pomagać w formacji duchowej i intelektualnej młodych chłopaków.
  • Instruktaż ładowania pojazdów elektrycznych
    Mieliście okazję ładować samochód elektryczny? Może myślicie, że to skomplikowane? Nic bardziej mylnego! Kilka sekund i ładowanie rozpoczęte! Zapraszamy do obejrzenia instruktażu!